Najlepsze książki przeczytane w 2024 roku – moje TOP7

Już od 4 lat mam taki zwyczaj, że przez cały rok w Excelu zapisuję sobie wszystkie przeczytane książki – jej tytuł, kiedy ją przeczytałam, ile miała stron. Nie chodzi jednak o to, by się przechwalać na Instagramie, którą to już książkę w tym roku czytam, ale że przy ponad 100 książkach przeczytanych rocznie czasem można się… zwyczajnie zagubić.
Ale… z tego powodu przygotowanie subiektywnego rankingu najlepszych przeczytanych w 2024 roku książek (uwaga, niebiznesowych, więc jeśli szukasz takiego, to nie czytaj dalej) nie powinno mi sprawić trudności, prawda? Może by tak było, gdyby ten rok nie obfitował w szereg świetnie dobranych do mojego gustu lektur. Jakoś jednak udało mi się wybrać najlepsze z nich – zapraszam do zapoznania się, bo naprawdę są godne polecenia!
1. „Nasze zaginione serca” Celeste Ng
To pierwsza przeczytana przeze mnie książka amerykańskiej autorki chińskiego pochodzenia Celeste Ng, ale tak mnie zachwyciła, że gdy tylko natrafiam na jakąś nową, od razu po nią sięgam i jeszcze się nie zawiodłam („Wszystko, czego Wam nie powiedziałam”, „Małe ogniska”). „Nasze zaginione serca” zachwycają jednak z nich najbardziej. Dlaczego? Powodów jest kilka:
- Bo historia, w której USA wychodzi z kryzysu gospodarczego i ustanawia tzw. PAKT, by rzekomo chronić amerykańską kulturę (a w rzeczywistości prześladować ludność azjatyckiego pochodzenia, którą obwinia się za kryzys), brzmi bardzo wiarygodnie.
- Bo opisuje świat, w którym sporą rolę odgrywają… książki (są zakazywane z przyczyn rasowych!) i bibliotekarze.
- Bo pokazuje, jak wielka może być miłość matki do dziecka (prawie tak wielka jak w Harrym Potterze ? ).
Przede wszystkim jednak czytając tę powieść, ciężko nie myśleć o tym, że to mogło wydarzyć się naprawdę. I to jest w niej przerażające, ale jednocześnie sprawia, że nie da się jej odłożyć.
2. „Ludzie, którzy sieją w śniegu” Tina Harnesk
Czytając tę książkę, od samego początku miałam w głowie te same uczucia co parę lat temu, gdy pochłaniałam REWELACYJNY reportaż Joanny Gierczak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”. Główny wątek jest bowiem w obu pozycjach (tylko pierwsza z nich to powieść) podobny: tak jak w odległych prowincjach Kanady od połowy XIX wieku przez ponad sto lat indiańskie, inuickie i metyskie dzieci były odbierane rodzicom, tak głównym bohaterom książki Tiny Harnesk – małżeństwu Mariddji i Biery – został odebrany siostrzeniec, którego wychowywali jak syna.
W „Ludzie, którzy sieją w śniegu” akcja rozgrywa się jednak w Skandynawii i dotyczy społeczności Saamów, czyli przesiedlanych rdzennych mieszkańców Północy. Po latach spędzonych we dwoje małżeństwo chce odnaleźć odebranego im siostrzeńca. Jednocześnie do ich miejscowości wprowadzają się Kaj i Mimmi, którzy są na całkowicie innym etapie życia (chcą dopiero zapuścić korzenie), a autorka magicznie splata drogi tych dwóch par.
Pomimo ciężkiego wyjściowego tematu życia po przesiedleniach książkę czyta się wręcz zaskakująco lekko, w czym na pewno pomagają bardzo liryczny język, piękne opisy, wstawki dot. saamskiej kultury oraz wyjątkowy humor, który przypomina „Mężczyznę imieniem Ove” Fredrika Backmana. Poczekajcie, aż tylko odkryjecie, kim jest Sire, operatorka centrali w telefonie Mariddji, której kobieta się radzi!
Zdecydowanie czekam na inne pozycje tej autorki, bo po takim debiucie musi być tylko jeszcze lepiej. Lubię książki, które otwierają oczy i dotykają tematów, o których dotychczas nie miałam zbyt dużej wiedzy.
3. „Miara życia” Nikki Erlick
Czy gdyby pewnego dnia pod drzwi Twojego domu trafiło pudełko, w którym znajdowałby się sznurek określający długość Twojego życia (krótki lub długi), to czy byś je otworzył?
Takiego pytania nie muszą sobie zadawać ponad 22-letni bohaterowie powieści „Miara życia” Nikki Erlick, bo to ich rzeczywistość – rzeczywistość, w której potwierdzona (lub też nie) długość życia wyznacza to, jak będzie wyglądać życie, jakie szanse rozwoju zawodowego dostaną, jak będą traktowani przez innych, jakie relacje uda im się zbudować. W toku książki krótkosznurowcy stają się wręcz obcy dla tych członków społeczeństwa, którym się „bardziej poszczęściło” – zaczynają się ich obawiać, sądząc, że zdesperowani mogą być zdolni do wszystkiego. Oczywiście nie zabrakło wykorzystania tej kwestii przez polityków, co sprawia, że książka staje się dystopią. Ciężko nie myśleć, że pod krótki sznurek można podłożyć inne rzeczy: rasę, narodowość, kolor skóry, religię…
Ta książka po prostu skłania do myślenia, a zwłaszcza do zadania sobie pytania: chciałbym wiedzieć czy nie – i co bym z tą wiedzą/brakiem wiedzy zrobił.
4. „Maame” Jessica George
Pierwsza w życiu książka ghańskiej autorki? Mam to już za sobą, bo „Maame” to debiutancka powieść Jessiki George, która urodziła się i wychowała w ghańskiej rodzinie mieszkającej w Londynie. Główna bohaterka tej pozycji, Maddie, ma 25 lat i spoczywa na niej ciężar opieki nad chorującym na Parkinsona ojcem. Co więcej, zdecydowanie jest zagubiona w życiu – nie wie, kim jest i czego chce, a porad na różne tematy (zwłaszcza relacji międzyludzkich) szuka w wyszukiwarce Google. Przedwcześnie skończone dzieciństwo, wymagania ojca, brak wsparcia od mamy i brata to codzienność, z którą Maddie musi się mierzyć. A do tego wszystkiego jest osobą kolorową w zdominowanym przez białych londyńskim środowisku, która ma trudności w nawiązaniu więzi z krajem przodków (chociażby dlatego, że naukę rodzimego języka zaniedbała w dzieciństwie).
Czy przedstawianie codzienności Maddie nuży? W żadnym wypadku – bo pięknie jest obserwować, jak Maame (czyli po ghańsku kobieta) najpierw dostosowuje się do ograniczeń społeczno-kulturowych, które są jej narzucane, by z czasem zacząć z nimi walczyć – a wszystko po to, by znaleźć prawdziwą siebie. Myślę, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto na początku swoich lat 20. czuje się po prostu zagubiony. A przy okazji można się znowu dowiedzieć czegoś nowego – tym razem o ghańskiej kulturze.
5. „Siedem księżyców Maalego Almeidy” Shehan Karunatilaka
Do tej książki miałam dwa podejścia. Za pierwszym razem przestałam czytać po dosłownie kilkudziesięciu stronach, bo za dużo dla mnie było nieznanych wyrażeń, odniesień, faktów. Za drugim podejściem książkę pochłonęłam – i myślę, że duży wpływ na to miał fakt, że książkę lankijskiego autora czytałam, leżąc na plaży na Sri Lance i wiedząc dużo więcej o wyspie, jej geografii, polityce, a zwłaszcza historii.
Bo historia w tej książce ma ogromne znaczenie – akcja dzieje się w końcu w trakcie brutalnej wojny domowej, która toczyła się na Sri Lance w latach 1983-2009. Główny bohater, Maali Almeida, zostaje zamordowany – jego ciało znajdują na dnie rzeki, a on otrzymuje od zaświatowych duchów siedem dni (czyli tytułowe siedem księżyców), by rozwiązać zagadkę swojej śmierci i pozamykać ziemskie sprawy.
A nie jest to wcale takie proste, jak się wydaje – bo chętnych, by go zabić, nie brakowało. Jako fotograf wojenny, hazardzista i homoseksualista wiódł bardzo, hm, „ciekawe” życie. Jego życie to jednak tylko punkt wyjścia do niesamowitej, a jednocześnie przerażającej historii, w której świat prawdziwy miesza się ze światem nierzeczywistym, a najważniejsze są płynące z historii uniwersalne prawdy o życiu.
Stwierdzeniem, że „za drugim razem ją pochłonęłam” nie chcę zostawiać jednak wrażenia, że ta książka jest łatwa, prosta i przyjemna. Wręcz przeciwnie: wymaga poszerzenia wiedzy o lankijskiej historii, kulturze i wierzeniach, by od razu nie odrzuciła, czyta się ją długo (chociaż ma tylko 500 stron), treści brutalne mieszają się z zabawnymi, a narracja prowadzona jest w drugiej osobie liczby pojedynczej, co może wymagać przyzwyczajenia – ale wbrew wszystkim tym kłodom jest na pewno warta lektury. Osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że Booker z 2022 roku w tym przypadku w pełni zasłużony.
6. „Dziewczyna o mocnym głosie” Abi Daré
Adunii ma tylko jedno marzenie: chce pójść do szkoły, zdobyć wykształcenie i zostać nauczycielką, zgodnie z wolą jej zmarłej matki. Ale jej ojciec ma inny plan – sprzedaje ją kilkukrotnie starszemu sąsiadowi jako trzecią żonę za 4 kozy, 2 worki ryżu, kilka kur i nowy telewizor. W nowej rodzinie dochodzi do tragedii, gdy umiera jedna z żon i Adunii zostaje nielegalnie sprzedana zamożnym ludziom mieszkającym w Lagos w charakterze pomocy domowej. W kolejnym domu również nie znajduje spokoju – tylko przemoc fizyczną i psychiczną. Dodatkowo dowiaduje się, że jej poprzedniczka Rebeka tajemniczo zaginęła, więc próbuje dowiedzieć się, co dokładnie się wydarzyło i czy grozi jej niebezpieczeństwo.
Tak się zaczyna historia 14-letniej Nigeryjki, która, pomimo przeciwności losu, nie ustaje w walce o lepszy los – o swój głos. A do walki o głos potrzebna jest edukacja i płynna angielszczyzna, bo język, którym Adunii się na co dzień posługuje, jest prosty oraz pełny błędów gramatycznych i fleksyjnych. Wydawałoby się, że to jakaś niedbałość, ale taka stylizacja autorki świetnie pokazuje, jak mówiłaby osoba, której udało się skończyć zaledwie kilka klas, zanim została sprzedana na żonę w patriarchalnym świecie zasad i tradycji. Ta ułomna angielszczyzna z czasem pozwala jej przemawiać i mówić coraz głośniej, że, wbrew temu, co inni próbują jej wmówić, ona wie, że jest coś warta. I że życie może wyglądać inaczej.
Ciekawe jest też to, że każdy z 56-rozdziałów książki poprzedzony jest faktem na temat Nigerii, które świetnie ukazują obraz afrykańskiego kraju pełnego kontrastów – gospodarczych (bieda vs bogactwo), obyczajowych i kulturowych. Ten fakt sprawia, że książka tylko dodatkowo wciąga i kolejny raz ciężko uwierzyć, że jest to debiut.
7. „Grzybiarka” Viktorie Hanisová
Prawie bym ominęła tę książkę z uwagi na sam tytuł – grzyby nie należą do tych rzeczy, które lubię najbardziej ?
Ale tytułową zbieraczkę grzybów i jej historię zdecydowanie warto poznać. Co wiemy o Sisi na początku książki? Że po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego mieszka w starym domku letniskowym, który potrzebuje coraz więcej napraw (zwłaszcza przed zimą). Co więcej, od siedmiu lat przemierza tę samą trasę w poszukiwaniu grzybów, które przynosi do lokalnej karczmy „Muchomor” i za które dostaje zapłatę do ręki. Stale brakuje jej pieniędzy (w końcu grzyby nie rosną cały rok i nie pojawiają się na zawołanie), niewiele je, ogranicza wydatki.
Z czasem jednak dowiadujemy się, że dziewczyna w koszyku nosi nie tylko grzyby, ale również traumę wyniesioną z dzieciństwa. Próbuje z nią walczyć (nawet otrzymuje w tym zakresie pomoc), ale przychodzi jej to z wielkim trudem. Przez to dziewczynie jest bardzo trudno odnaleźć się w rzeczywistości, traktuje poszukiwanie grzybów jako swoją comfort zone.
Czeska autorka pokazuje nam ciężkie doświadczenie dziecka, które zawiedli wszystkie najbliższe osoby: ojciec, matka oraz bracia. Porusza bardzo trudny temat w delikatny sposób (nie mówiąc nigdy o niczym wprost) i za to należy się jej uznanie. A przy okazji pokazuje, że świat mykologii też może być interesujący.
Najlepsze książki 2024 – podsumowanie
Wybór zaledwie siedmiu książek ze wszystkich przeczytanych w 2024 roku do tego zestawienia był dla mnie sporym wyzwaniem. Na pewno jednak każda z wymienionych książek zdobyła moje serce i zostawiła po sobie ślad – dlatego wierzę, że mogą zainteresować również mniejszych lub większych miłośników literatury. Jeśli któryś z tych tytułów znajdzie się na Twojej liście do przeczytania, daj znać, jak wrażenia! ?
Pingback: Najlepsze kampanie marketingowe 2024 roku – ranking - Joanna Kaleta
6 stycznia, 2025 6:28 pm